Warszawskie sympozjum nt. bezpiecznej żywności
Technologia modyfikowania genetycznego roślin nie jest wolna od ryzyka.
Często nie różni się ono jednak od ryzyka upraw konwencjonalnych - mówił
w czwartek w Warszawie amerykański biolog, prof. James Nash Siedow.
Jak w każdej dziedzinie życia, tak i w kwestii upraw roślin zmienionych
genetycznie (GMO) istnieją zarówno zagrożenia, jak i korzyści. Jak każda
technologia, także i ta nie jest wolna
od ryzyka. nie większego jednak, niż przy normalnych uprawach - mówił prof.
James Nash Siedow z Wydziału Biologii Duke University w Durham (Karolina
Północna).
Na temat biotechnologii i jej wpływu na środowisko prof. Siedow wypowiadał
się w czwartek podczas warszawskiego sympozjum nt. bezpiecznej żywności
"Ochrona konsumentów
i środowiska. Biotechnologia w rolnictwie", zorganizowanego przez ambasadę
amerykańską.
Przypomniał on, że, od kiedy ludzie zajęli się rolnictwem, starali się najpierw
zachowywać plony, potem - coraz bardziej ulepszać ich jakość. "Systematyczne
zastosowanie zasad genetyki do uprawy, włącznie z wprowadzeniem mutacji,
miało miejsce od początku XX wieku" - mówił.
Niewątpliwymi zaletami upraw roślin zmienionych genetycznie jest możliwość
zmniejszenia ilości środków ochrony roślin, przez co maleje zanieczyszczenie
wód gruntowych i zwiększa się różnorodność owadów - zauważył prof. Siedow.
"Mimo krótkiego czasu uprawy roślin zmienionych genetycznie (sześć
lat), można już udokumentować mniejsze zużycie różnych pestycydów i herbicydów,
co stanowi zysk dla środowiska" - mówił.
Modyfikując organizmy zwiększa się też ich wartość odżywczą i uzyskuje konkretne
właściwości (np. pozbawia się ich niektórych powodujących uczulenia białek)
- dodał.
Prof. Siedow przypomniał też argumenty przeciwników upowszechniania genetycznie
zmienionej żywności. Mówią oni o zagrożeniu ich "nieprzebadaną"
naturą. Obawiają się wystąpienia alergii i toksyczności takich produktów.
"Przy zastosowaniu obecnych procedur sprawdzania mało prawdopodobne
jest, by na rynek trafiły produkty zawierające alergeny" - uważa badacz,
wyjaśniając, że manipulacja genetyczna pozwala też zmniejszyć zdolność roślin
wywoływania alergii pokarmowych.
Istnieją także obawy, że zmodyfikowane rośliny "wyjdą spod kontroli"
i będą krzyżować się z innymi zbiorami i dzikimi gatunkami, tworząc "super
chwasty". "Przenoszenie pyłków z roślin spokrewnionych z dzikimi
gatunkami jest procesem naturalnym, który zachodzi także w rolnictwie konwencjonalnym"
- wyjaśnia prof. Siedow.
Podczas gdy niektóre ze wspomnianych wątpliwości można uzasadniać, to jednak
większość z nich nie różni się od wątpliwości, które można odnieść także
do zbiorów z tradycyjnych hodowli - - podkreśla prof. Siedow.
Jego zdaniem decyzje w sprawie wprowadzania zbiorów genetycznie zmienionych
na rynek wymagają oceny zarówno ryzyka, jak i korzyści. Analizę tę powinno
się porównać z podobną analizą takich samych roślin, otrzymanych drogą konwencjonalnych
metod hodowli i uprawy - - mówi biolog.
Prof. Siedow przypomniał, że największy udział w produkcji roślin GMo mają
Stany Zjednoczone (wśród krajów uprzemysłowionych) oraz Argentyna (wśród
krajów rozwijających się). Ocenił, że na świecie uprawy roślin GMo zajmują
obecnie powierzchnię ponad 52,5 mln hektarów.
Wśród upraw GMo najbardziej popularne są kukurydza, bawełna i soja.
Źródło: PAP
|